Początki elektryczności – jak kiedyś powstawał prąd

Zjawiskiem, które badano jeszcze w początkach XVIII wie było przenoszenie ładunku z jednego ciała na drugie. Robiono przez bezpośrednie zetknięcie lub przez połączenie drutem metalowym. Ładunek przenosił się nawet po wilgotnym sznurze konopnym. Nie wszystkie jednak ciała miały tę właściwość przenoszenia ładunku (np. sznur jedwabny już nie). Te substancje, po których ładunek mógł się przenosić, nazwano przewodnikami (należą do nich m.in. wszystkie metale i roztwory soli), natomiast te, po których nie mógł — izolatorami. Podział ciał na przewodniki i izolatory wprowadził S. Gray.

Taka możliwość przepływu ładunku z jednego ciała do innego podpowiadała, aby traktować tenże ładunek jako pewnego rodzaju fluid czy ciecz. Byłaby ona nieważka bo ciało naładowane waży tyle samo, co nienaładowane i przenosiłaby się po przewodnikach od tego miejsca, gdzie jest jej więcej, do miejsc, gdzie jest jej mniej. Jaka jest dokładniejsza natura tej cieczy, nikt nie wiedział — bo samego fluidu nie udało się nigdy wyizolować, zawsze był obecny w jakimś materiale. Trudno też było objaśnić, skąd i w jaki sposób fluid ten miałby się pojawiać np. w bursztynie przy jego pocieraniu wełnianą tkaniną. Niemniej ten prosty model odegrał pewną rolę w rozumieniu elektryczności.

Umiano, więc wytwarzać niewielkie ładunki elektryczne. Z, czasem nauczono się również je gromadzić. Przyrządem, który do tego służył, była butelka lejdejska.

Stanowiło ją naczynie szklane, oklejone od wewnątrz i z zewnątrz cynfolią (tzn. rozwałkowaną na cieniutką blaszkę cyną). Ładunki przeciwnego znaku zbierały się na cynfolii; szkło pełniło funkcję izolacyjną. Butelka lejdejska (nazwa jej pochodzi od miasta Lejda w Holandii, gdzie została wynaleziona przez Pietera van Msschenbroeka jest więc prototypem dzisiejszego kondensatora; oba urządzenia służą do zbierania ładunku elektrycznego.

Przy użyciu butelki lejdejskiej udało się po raz pierwszy pokazać, że piorun jest po prostu wyładowaniem elektrycznym — tyle, że w bardzo dużej skali. Dokonał tego B. Franklin 3 w 1752 roku. Z elektrycznością atmosferyczną eksperymentował też w tym czasie Francuz Nollet.

Do szczytu krzyża (tzn. latawca) należy przymocować drut os zakończony, tak, żeby wystawał stopę lub więcej ponad drzew. Do końca nitki, blisko ręki trzeba przywiązać sznur lub taśm jedwabną, a w miejscu połączenia nitki i jedwabiu umieścić klucz . Puszcza się latawca, gdy nadciąga burza; osoba trzymająca sznur powinna znajdować się w bramie lub w oknie albo po jakimkolwiek schronieniem, tak aby taśma jedwabna nie zamoczyła się. (… ) Gdy tylko chmura burzowa zbliży się do latawca, drut zacznie ściągać z niej ogień elektryczny, i cały latawiec na-elektryzuje się wraz z nitką, a gdy deszcz zmoczy latawca i nitkę tak, że będą mogły swobodnie przewodzić ogień elektryczny, można spostrzec, że wypływa on obficie z klucza przy zbliżeniu palca; od tego klucza można nabić butelkę lejdejską  i wykonywać z nim wszystkie inne doświadczenia fizyczne, jakie robi się zwykle przy pomocy pocieranej kuli lub rury szklanej, w ten sposób dowodzi się zupełnej tożsamości materii elektrycznej i materii piorunowej”. Jak widzimy, niewiele mylił się ktoś mówiąc, że Franklin „nabił piorun w butelkę”. Nie znaczy to jednak, że piorun dał się obłaskawić. Przy którymś z doświadczeń towarzysz Franklina uległ śmiertelnemu porażeniu.

Butelkę lejdejską wynaleziono w XVIII w. Pamiętajmy jednak, że do dziś udoskonalono metody wytwarzania elektryczności. Wprowadzono nowe rozwiązania prawne, podział podmiotów sektora  energii jak i

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s